..
Blog Oli Taistry

99 | 118466
 
 
2009-09-30
Odsłon: 1406
 

Głodna wspinania...

Dobiegający końca miesiąc, kojarzony zarówno z początkiem roku szkolnego jak i pożółkłymi liśćmi opadającymi dla mnie był przede wszystkim intensywnym okresem walki w upatrzonym projekcie. Bieganie w zimnej wodzie, połączone z naprzemiennym stanem silnego pobudzenia i totalnej frustracji (bo Aaaaaaaaaa znowu ta sama grucha na ruchu z ząbka do krawądy) było tragiczne w skutkach. 
„Cień wiatru” Ruiz Zafón Carlos’a, mój cień i delicje od kochanych rodziców z Polski, plus powierzchnia transportera, po której poruszało się moje sfatygowane ciało, stanowiło atrakcje kilku wrześniowych dni. Kiedy skończyły mi się zapasy tego co niezbędne do wyleczenia grypy, a Flavon od Gacka „sa minul” mi, Jozo wybrał się na pobliski parking szukać pomocy u rodaków. Opatulona w swoim cieplutkim Cocoonie czekałam niecierpliwie. W koszyczku utworzonym ze swoich „guliwerowskich” dłoni przyniósł zapasy na kolejne kilka gryp! ;))) Piękne dzięki rodacy!!! Kilka dni później na El Puente, nieco wyczerpaną odnaleźli mnie Ela i Mateusz. Kolejny dar w postaci kropli do nosa i ziół jakiegoś tam Mnicha zrobiło dobrze moim zatokom. Dodatkowe manto telefoniczne :) zafundowane mi przez tatusia, które nakazało mi natychmiastowe obranie kierunku apteki odmieniły moje życie ;) Kilka godzin później leżąc w śpiworze (już w innej scenerii niż VW), analizowałam kluczowy trawersik po dziurkach na Madisonie. 

W jednej ręce sztyft do nosa, w drugiej mentolowe chusteczka firmy Erosky. Jak tak dłużej pójdzie to chyba uderzę o sponsoring do GlaxoSmithKline. Wciąż nieco „zasmarkana” wchodzę w 50-metrową 8b+... już nie mam wolnej ręki na chusteczkę, więc obieram metodę „siąkania na pływaka” :))) Dobrze, że Jozo jest skryty głęboko pod skałą ;) Wspinam się i myślę sobie: byleby do pierwszego łańcucha, a potem będzie: reścik i trawers, a jak już go przejdę to - a muerte! Po trawersie spędzam 10 bardzo długich minut w średnio wygodnej dziurze czując się jak wielki gołąb. Obserwuję z boku poruszające się na wietrze ekspreski w Cossi. Tak sobie stoję i myślę o tym i o tamtym. Wreszcie cierpną mi nogi, a na plecach mam odgniat od opierania się o wystający ze ściany dziób. Jeszcze chwila dłużej , a pęknie mi głowa. Chyba nie wyleczyłam do końca tej cholernej grypy. Na kończącym drogę bulderze, zapinam tak mocno jak tylko mogę, bo wiem że jeżeli teraz spadnę, to nie dam rady powtórzyć tych 50 metrów ani dzisiaj, ani jutro.

Klik - TOP  : -) 
Rety! Nawet nie wiedziałam, że aż tak byłam głodna wspinania. Wspinania kończącego się sukcesem.

-„minul mi” - skończył się
- „Flavon” - www.flavon.info.pl
-„Madison” – pełna nazwa: „Sur la route de Madison” 8b+  poprowadzona w stylu RP

Pozdrawiam serdecznie
 
 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd